20.4.14
18.4.14
31.3.14
23.3.14
30.12.13
Heart of glass

jacket - Pull and Bear
t-shirt - H&M
pants - Topman
socks - H&M
shoes - Dr. Martens
hair by Alex Kubacka(Ellafryz)
pics by delirious
15.12.13
15.12.13
Wiem, że
Płynące Wieżowce przepłynęły już przesz wszystkie media i zdążyły wywrócić się
do góry brzuchem, ale traf chciał – że obejrzałem je dopiero wczoraj. Przyznam,
że nie spodziewałem się fajerwerków - i słusznie. Jeśli idę do kina i jedyne co
wiem to, to że zobaczę „film o gejach”, to powinienem się nad tym głębiej
zastanowić. Wiem, że homoseksualiści mają ciężko w Polsce, borykają się z
brakiem akceptacji i często niechęcią ze strony społeczeństwa – i taki chyba
morał płynie z tego filmu: „Jest chujowo, więc lepiej sobie odpuśćmy i
wyjebane.” Celowo użyłem przekleństw, bo one również pojawiały się w tym filmie
dość często – o ile nie mam nic przeciwko, gdy służą podkreśleniu emocji,
pokazaniu dynamiki akcji, cokolwiek, ale kiedy słyszę je ni stąd, ni zowąd w
najróżniejszych momentach – to film zaczyna mi się jawić jako trochę „na siłę”.
I to jest właśnie mój główny zarzut, „Płynące Wieżowce” były przede wszystkim
nieprawdziwe. Brakowało mi chemii, pożądania i jakiś głębszych uczuć między głównymi
męskimi postaciami. Więcej emocji dostarczyła mi relacja jednego z bohaterów z
jego matką! Właśnie, o ile role męskie średnio się sprawdziły, to moim zdaniem
te kobiece były bardzo dobre! Marta Nieradkiewicz i Katarzyna Herman pokazały
klasę!
Jako osoba
głęboko wierząca we wszelką równość, sam nie uważam homoseksualizmu za coś
nadzwyczajnego, więc nie może on funkcjonować jako atut. Orientacja seksualna
nie jest dla mnie kryterium przy ocenie człowieka, dlatego nie może być też
kryterium przy ocenie filmu! Myślę, że jako Polacy potrzebujemy odrobinę zmiany
mentalności, bo powinno się produkować filmy o miłości, wojnie, kosmosie – czy
co kto tam lubi, a nie o orientacji
seksualnej. Wychodząc z kina, chciałbym czuć jakąś wartościową myśl kołaczącą w
mojej głowie, a nie rozkładać na czynniki pierwsze beznadziejność mniejszości
seksualnej. Bo możecie być homo-, hetero- bi-,
a- - i powinno to być bez znaczenia – tacy już jesteście, ludzie muszą to
przełknąć i zaakceptować.
PS Jeśli chodzi o wątek homoseksualny,
to zdecydowanie bardziej polecam filmy Xaviera Dolana, bo to kino na naprawdę
światowym poziomie!
17.11.13
14.11.13
14.11.2013
Gwoli
wyjaśnienia o co chodzi – już od bardzo dawna pisałem do szuflady, tylko dla
siebie. Pisałem wieczorami przed zaśnięciem by uwolnić się od natłoku myśli, w
bezsenne noce o trzeciej by zająć się czymkolwiek innym niż wpatrywanie w
sufit, pisałem w parku, w autobusie, w pociągu – wszędzie gdzie dopadła mnie
chęć i wena(przed chwilą wyskoczyłem z wanny i siedzę właśnie na podłodze w
łazience – właśnie, o co chodzi z tymi łazienkami, was też zawsze tutaj łapią
największe życiówki? Zaryzykuję tezę, że większość z ważnych życiowych decyzji
jest podejmowanych właśnie w tym miejscu! Koniec dygresji.) Zazwyczaj noszę ze
sobą mój noteso-pamiętnik i zapisuję w nim wszystkie moje spostrzeżenia,
przemyślenia etc.
Dzisiaj
zastanawiałem się nad tym i doszedłem do wniosku, że skoro i tak często
wyrzucam z siebie nieopanowany potok słów, potem przelewam go na papier – i być
może właśnie to chcę robić w przyszłości – to dlaczego miałbym się tym nie
dzielić z wami? Oczywiście zakładając, że ktokolwiek będzie chciał czytać. Zapraszam
więc na pierwszą część mojego ekshibicjonizmu emocjonalnego.
Myślę, że
każdy z nas miewa taki czas, kiedy nie ma bladego pojęcia co zrobić ze swoim
życiem. Egzystuje. Próbuje przetrwać. Od poranka do wieczora. Od weekendu do
weekendu. Od września do wakacji. Cały czas na coś czekamy, na coś lepszego, co
przytrafi nam się w nieokreślonej przyszłości. Przyznaję, że wpadłem w to
błędne koło. Utknąłem. Jakby na pustym kawałku strony – gdy kończy się rozdział
w powieści, a jeszcze nie zaczął następny. Dziwna pustka w której wykonuję większość
czynności automatycznie – chodzę do szkoły, czasami na imprezy, spacery,
odwiedzam rodzinę. Cały czas wyczekuję czegoś wspaniałego, „plot twistu”, który
pojawi się jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Ktoś stwierdzi: „On już
za długo prowadził nudny, przyziemny, żmudny żywot, najwyższy czas na jego
wymarzone życie” i pstryknie palcami. W mgnieniu oka pojawi się Nowy Jork,
huczne eventy, wielka kariera, podróże, sława i wszystko o czym kiedykolwiek
miałem czelność marzyć.
Miesiące
mijają, zmieniają się pory roku i nic takiego się nie dzieje. Ile jeszcze
tygodni przeleżę w swoim łóżku czytając kolejne książki, bezczynnie przeglądając
tumblr’a i oglądając dziesiątki seriali, które niemalże mogą zastąpić mi życie
realne. Chyba najwyższy czas podnieść się z kanapy i zacząć działać. Jeszcze
nie wiem co i jak dokładnie zrobię, ale Wam też radzę to samo! Nie stójmy w
miejscu.
21.10.13
We're so happy, even when we're smilin' out of fear
Dzisiaj postanowiłem zaprezentować Wam mój ulubiony sweter na chłodniejszą pogodę. Pojawia się on na moim blogu za każdym razem, gdy robi się naprawdę zimno i czuję, że będzie mi towarzyszył jeszcze przez co najmniej kilka lat! Dobrałem do niego zieloną parkę, ciepły szalik, czarne spodnie i martensy. Żeby nie było tak szaro i buro, pod spód włożyłem bordową koszulę w kwiaty, voila!
Kilka dni temu miałem okazję
obejrzeć w kinie „Życie Adeli - Rozdział 1 i 2” – zdobywca Złotej Palmy w Cannes, to nadal – jak
na polskie warunki, dość kontrowersyjna propozycja. Podczas sceny ostrego seksu
pomiędzy dwiema bohaterkami, ktoś krzyknął na cały głos „lezby”. Świadczy to
chyba tylko o niezwykle niskim poziomie wychowania i pewnym ograniczeniu umysłowym, bo ten obraz
to nie film o „lezbach”, a o miłości. O pięknym, namiętnym uczuciu i o
różnicach między ludźmi, które kładą się cieniem na relacji głównych bohaterek.
Film trwa aż trzy godziny, co dla niektórych może być sporym minusem, lecz mi
wcale się nie dłużył i urzeczony oglądałem do samego końca(jedynie zakończenie
trochę mi nie podpasowało, ale to już chyba osobista sprawa).
sweater/sweter - Vintage
parka - Vintage
scarf/szalik - Pull and Bear
shirt/koszula - Topman
pants/spodnie - Topman
shoes/buty - Dr. Martens
pics by Natalia Łowicka
10.10.13
Crawlin' back to you + Warsaw Fashion Weekend
Dzisiaj prezentuję wam moje zdobycze z second handu: zieloną parkę i futerko! Za obie rzeczy zapłaciłem łącznie 15 zł, więc nie nadwyrężyło to mojego budżetu. Za to właśnie lubię sklepy z odzieżą używaną - odwiedzam je jakoś dwa razy w miesiącu i zazwyczaj nie znajduję nic. Jednak gdy już wyszperam jakąś perełkę, to przeżywam specyficzny rodzaj radości nieporównywalny z niczym innym i mam zapewniony dobry humor na kilka najbliższych dni! Wtedy zakupione ubranie noszę z dumą, jakby kosztowało mnie fortunę!
Ostatni weekend upłynął mi pod znakiem mody – i to
nie byle jakiej, bo celebrowanej w stolicy. Mowa oczywiście o Warsaw
Fashion Weekend, który cieszy się już w polskich mediach niechlubną sławą.
Jednak na ten temat nie będę już nic mówił, gdyż chyba wszystko zostało już
powiedziane.
Wracając do tematu, o
ile od strony technicznej i rozplanowania przestrzennego WFW nie mam zastrzeżeń
i wszystko było na dość wysokim poziomie(pomijając oznaczenie samego EXPO XXI,
bo na początku trafiłem na targi srebra i kilkanaście minut zajęło mi odnalezienie
odpowiedniego miejsca! No i mogłoby się przydać więcej stoisk z jedzeniem, no ale
rozumiem, że ludzie mody nie jedzą, więc jestem w stanie im to wybaczyć).
Jednak kilka kwestii pozostawiło pewien niesmak.


Weźmy
chodźmy sam fakt długiego czekania na pokazy, które zazwyczaj zaczynały się z
opóźnieniem, co wyzwalało w oczekujących dość dziwne instynkty. Gdy otwierano drzwi, niektóre osoby
po chamsku wpychały się i biegły(!) zajmować miejsca. Wolontariusze z wyrazem
przerażenia(albo wściekłości) próbowali ich zatrzymać, lecz większość niczym
nieskrępowana przechodziła im pod łokciem i zajmowała miejsca w pierwszym
rzędzie, co kończyło się tym, że gdy pojawiła się jakaś naprawdę ważna persona,
to musiała zadowolić się siedzeniem z tyłu. Ostatnio chyba wydarzyła się jakaś
afera z tym związana – ktoś podsiadł miejsce na pokazie Joannie Jabłczyńskiej, a ona obraziła się i wyszła. Nie wiem jak to funkcjonuje na zagranicznych fashion weekach,
ale to bardzo komiczny widok, gdy wystrojone dziewczyny w szpilkach i eleganccy
mężczyźni w garniturach biegną między krzesłami by zająć sobie miejsce jak najbliżej
wybiegu.


Weźmy
chodźmy sam fakt długiego czekania na pokazy, które zazwyczaj zaczynały się z
opóźnieniem, co wyzwalało w oczekujących dość dziwne instynkty. Gdy otwierano drzwi, niektóre osoby
po chamsku wpychały się i biegły(!) zajmować miejsca. Wolontariusze z wyrazem
przerażenia(albo wściekłości) próbowali ich zatrzymać, lecz większość niczym
nieskrępowana przechodziła im pod łokciem i zajmowała miejsca w pierwszym
rzędzie, co kończyło się tym, że gdy pojawiła się jakaś naprawdę ważna persona,
to musiała zadowolić się siedzeniem z tyłu. Ostatnio chyba wydarzyła się jakaś
afera z tym związana – ktoś podsiadł miejsce na pokazie Joannie Jabłczyńskiej, a ona obraziła się i wyszła. Nie wiem jak to funkcjonuje na zagranicznych fashion weekach,
ale to bardzo komiczny widok, gdy wystrojone dziewczyny w szpilkach i eleganccy
mężczyźni w garniturach biegną między krzesłami by zająć sobie miejsce jak najbliżej
wybiegu.
A
jeśli chodzi o same pokazy, to najbardziej do gustu przypadł mi polski brand PtASZEK(zdjęcia
poniżej)! Urzekła mnie ich grungowa estetyka przełamana elegancją! Zdecydowanie
mój styl! Wydaje mi się jednak, że całe show zgarnął nie projektant, a pewien
młody zespół – The Dumplings, którego koncert uświetnił sobotni wieczór! To
młody duet z Zabrza, tworzący świetną, elektroniczną muzykę! Zapewniam was, że
niedługo będzie o nich głośno!
parka - Vintage
fur/futerko - Vintage
t-shirt/koszulka - via ebay
pants/spodnie - Topman
shoes/buty - Dr. Martens
pics by delirious
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































