Paul Jeremy

30.12.13

Heart of glass








jacket - Pull and Bear
t-shirt - H&M
pants - Topman
socks - H&M
shoes - Dr. Martens

hair by Alex Kubacka(Ellafryz)

pics by delirious

15.12.13

15.12.13


Wiem, że Płynące Wieżowce przepłynęły już przesz wszystkie media i zdążyły wywrócić się do góry brzuchem, ale traf chciał – że obejrzałem je dopiero wczoraj. Przyznam, że nie spodziewałem się fajerwerków - i słusznie. Jeśli idę do kina i jedyne co wiem to, to że zobaczę „film o gejach”, to powinienem się nad tym głębiej zastanowić. Wiem, że homoseksualiści mają ciężko w Polsce, borykają się z brakiem akceptacji i często niechęcią ze strony społeczeństwa – i taki chyba morał płynie z tego filmu: „Jest chujowo, więc lepiej sobie odpuśćmy i wyjebane.” Celowo użyłem przekleństw, bo one również pojawiały się w tym filmie dość często – o ile nie mam nic przeciwko, gdy służą podkreśleniu emocji, pokazaniu dynamiki akcji, cokolwiek, ale kiedy słyszę je ni stąd, ni zowąd w najróżniejszych momentach – to film zaczyna mi się jawić jako trochę „na siłę”. I to jest właśnie mój główny zarzut, „Płynące Wieżowce” były przede wszystkim nieprawdziwe. Brakowało mi chemii, pożądania i jakiś głębszych uczuć między głównymi męskimi postaciami. Więcej emocji dostarczyła mi relacja jednego z bohaterów z jego matką! Właśnie, o ile role męskie średnio się sprawdziły, to moim zdaniem te kobiece były bardzo dobre! Marta Nieradkiewicz i Katarzyna Herman pokazały klasę!  

Jako osoba głęboko wierząca we wszelką równość, sam nie uważam homoseksualizmu za coś nadzwyczajnego, więc nie może on funkcjonować jako atut. Orientacja seksualna nie jest dla mnie kryterium przy ocenie człowieka, dlatego nie może być też kryterium przy ocenie filmu! Myślę, że jako Polacy potrzebujemy odrobinę zmiany mentalności, bo powinno się produkować filmy o miłości, wojnie, kosmosie – czy co kto tam lubi, a  nie o orientacji seksualnej. Wychodząc z kina, chciałbym czuć jakąś wartościową myśl kołaczącą w mojej głowie, a nie rozkładać na czynniki pierwsze beznadziejność mniejszości seksualnej.  Bo możecie być homo-, hetero- bi-, a- - i powinno to być bez znaczenia – tacy już jesteście, ludzie muszą to przełknąć i zaakceptować. 

PS Jeśli chodzi o wątek homoseksualny, to zdecydowanie bardziej polecam filmy Xaviera Dolana, bo to kino na naprawdę światowym poziomie!

14.11.13

14.11.2013


Gwoli wyjaśnienia o co chodzi – już od bardzo dawna pisałem do szuflady, tylko dla siebie. Pisałem wieczorami przed zaśnięciem by uwolnić się od natłoku myśli, w bezsenne noce o trzeciej by zająć się czymkolwiek innym niż wpatrywanie w sufit, pisałem w parku, w autobusie, w pociągu – wszędzie gdzie dopadła mnie chęć i wena(przed chwilą wyskoczyłem z wanny i siedzę właśnie na podłodze w łazience – właśnie, o co chodzi z tymi łazienkami, was też zawsze tutaj łapią największe życiówki? Zaryzykuję tezę, że większość z ważnych życiowych decyzji jest podejmowanych właśnie w tym miejscu! Koniec dygresji.) Zazwyczaj noszę ze sobą mój noteso-pamiętnik i zapisuję w nim wszystkie moje spostrzeżenia, przemyślenia etc. 
Dzisiaj zastanawiałem się nad tym i doszedłem do wniosku, że skoro i tak często wyrzucam z siebie nieopanowany potok słów, potem przelewam go na papier – i być może właśnie to chcę robić w przyszłości – to dlaczego miałbym się tym nie dzielić z wami? Oczywiście zakładając, że ktokolwiek będzie chciał czytać. Zapraszam więc na pierwszą część mojego ekshibicjonizmu emocjonalnego.
Myślę, że każdy z nas miewa taki czas, kiedy nie ma bladego pojęcia co zrobić ze swoim życiem. Egzystuje. Próbuje przetrwać. Od poranka do wieczora. Od weekendu do weekendu. Od września do wakacji. Cały czas na coś czekamy, na coś lepszego, co przytrafi nam się w nieokreślonej przyszłości. Przyznaję, że wpadłem w to błędne koło. Utknąłem. Jakby na pustym kawałku strony – gdy kończy się rozdział w powieści, a jeszcze nie zaczął następny. Dziwna pustka w której wykonuję większość czynności automatycznie – chodzę do szkoły, czasami na imprezy, spacery, odwiedzam rodzinę. Cały czas wyczekuję czegoś wspaniałego, „plot twistu”, który pojawi się jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Ktoś stwierdzi: „On już za długo prowadził nudny, przyziemny, żmudny żywot, najwyższy czas na jego wymarzone życie” i pstryknie palcami. W mgnieniu oka pojawi się Nowy Jork, huczne eventy, wielka kariera, podróże, sława i wszystko o czym kiedykolwiek miałem czelność marzyć.
Miesiące mijają, zmieniają się pory roku i nic takiego się nie dzieje. Ile jeszcze tygodni przeleżę w swoim łóżku czytając kolejne książki, bezczynnie przeglądając tumblr’a i oglądając dziesiątki seriali, które niemalże mogą zastąpić mi życie realne. Chyba najwyższy czas podnieść się z kanapy i zacząć działać. Jeszcze nie wiem co i jak dokładnie zrobię, ale Wam też radzę to samo! Nie stójmy w miejscu.

21.10.13

We're so happy, even when we're smilin' out of fear

 W niedzielny poranek obudziłem się cały zakatarzony, z okropnym bólem gardła i wtedy wiedziałem – to oficjalne, dopadło mnie pierwsze jesienne przeziębienie!  W tym roku mam dużo szczęścia, bo zazwyczaj choroby atakowały mnie w jeden z długich weekendów(to już chyba tradycja, że 11 listopada spędzam w łóżku – oby nie tym razem, bo mam już kupione bilety na koncert Crystal Fighters!). Jako, że siedzę w domu i dysponuję ogromem wolnego czasu, możecie polecić mi jakieś ciekawe filmy lub książki(ostatnio preferuję te o przygnębiającej tematyce). 
Dzisiaj postanowiłem zaprezentować Wam mój ulubiony sweter na chłodniejszą pogodę. Pojawia się on na moim blogu za każdym razem, gdy robi się naprawdę zimno i czuję, że będzie mi towarzyszył jeszcze przez co najmniej kilka lat! Dobrałem do niego zieloną parkę, ciepły szalik, czarne spodnie i martensy. Żeby nie było tak szaro i buro, pod spód włożyłem bordową koszulę w kwiaty, voila!
Kilka dni temu miałem okazję obejrzeć w kinie „Życie Adeli - Rozdział 1 i 2” – zdobywca Złotej Palmy w Cannes, to nadal – jak na polskie warunki, dość kontrowersyjna propozycja. Podczas sceny ostrego seksu pomiędzy dwiema bohaterkami, ktoś krzyknął na cały głos „lezby”. Świadczy to chyba tylko o niezwykle niskim poziomie wychowania  i pewnym ograniczeniu umysłowym, bo ten obraz to nie film o „lezbach”, a o miłości. O pięknym, namiętnym uczuciu i o różnicach między ludźmi, które kładą się cieniem na relacji głównych bohaterek. Film trwa aż trzy godziny, co dla niektórych może być sporym minusem, lecz mi wcale się nie dłużył i urzeczony oglądałem do samego końca(jedynie zakończenie trochę mi nie podpasowało, ale to już chyba osobista sprawa).



sweater/sweter - Vintage
parka - Vintage
scarf/szalik - Pull and Bear
shirt/koszula - Topman
pants/spodnie - Topman
shoes/buty - Dr. Martens

10.10.13

Crawlin' back to you + Warsaw Fashion Weekend


   
Dzisiaj prezentuję wam moje zdobycze z second handu: zieloną parkę i futerko! Za obie rzeczy zapłaciłem łącznie 15 zł, więc nie nadwyrężyło to mojego budżetu. Za to właśnie lubię sklepy z odzieżą używaną - odwiedzam je jakoś dwa razy w miesiącu i zazwyczaj nie znajduję nic. Jednak gdy już wyszperam jakąś perełkę, to przeżywam specyficzny rodzaj radości nieporównywalny z niczym innym i mam zapewniony dobry humor na kilka najbliższych dni! Wtedy zakupione ubranie noszę z dumą, jakby kosztowało mnie fortunę!
Ostatni  weekend upłynął mi pod znakiem mody – i to nie byle jakiej, bo celebrowanej w stolicy. Mowa oczywiście o Warsaw Fashion Weekend, który cieszy się już w polskich mediach niechlubną sławą. Jednak na ten temat nie będę już nic mówił, gdyż chyba wszystko zostało już powiedziane. 
Wracając do tematu, o ile od strony technicznej i rozplanowania przestrzennego WFW nie mam zastrzeżeń i wszystko było na dość wysokim poziomie(pomijając oznaczenie samego EXPO XXI, bo na początku trafiłem na targi srebra i kilkanaście minut zajęło mi odnalezienie odpowiedniego miejsca! No i mogłoby się przydać więcej stoisk z jedzeniem, no ale rozumiem, że ludzie mody nie jedzą, więc jestem w stanie im to wybaczyć). Jednak kilka kwestii pozostawiło pewien niesmak. 
Weźmy chodźmy sam fakt długiego czekania na pokazy, które zazwyczaj zaczynały się z opóźnieniem, co wyzwalało w oczekujących dość dziwne instynkty. Gdy otwierano drzwi, niektóre osoby po chamsku wpychały się i biegły(!) zajmować miejsca. Wolontariusze z wyrazem przerażenia(albo wściekłości) próbowali ich zatrzymać, lecz większość niczym nieskrępowana przechodziła im pod łokciem i zajmowała miejsca w pierwszym rzędzie, co kończyło się tym, że gdy pojawiła się jakaś naprawdę ważna persona, to musiała zadowolić się siedzeniem z tyłu. Ostatnio chyba wydarzyła się jakaś afera z tym związana – ktoś podsiadł miejsce na pokazie Joannie Jabłczyńskiej, a ona obraziła się i wyszła. Nie wiem jak to funkcjonuje na zagranicznych fashion weekach, ale to bardzo komiczny widok, gdy wystrojone dziewczyny w szpilkach i eleganccy mężczyźni w garniturach biegną między krzesłami by zająć sobie miejsce jak najbliżej wybiegu. 
A jeśli chodzi o same pokazy, to najbardziej do gustu przypadł mi polski brand PtASZEK(zdjęcia poniżej)! Urzekła mnie ich grungowa estetyka przełamana elegancją! Zdecydowanie mój styl! Wydaje mi się jednak, że całe show zgarnął nie projektant, a pewien młody zespół – The Dumplings, którego koncert uświetnił sobotni wieczór! To młody duet z Zabrza, tworzący świetną, elektroniczną muzykę! Zapewniam was, że niedługo będzie o nich głośno!






parka - Vintage
fur/futerko - Vintage
t-shirt/koszulka - via ebay
pants/spodnie - Topman
shoes/buty - Dr. Martens

pics by delirious